"Nie żałujemy tego, że opuściliśmy swoje strony..."

 

Pani Krystyna i Henryk Malinowscy obecnie mieszkają na piętrze w budynku plebani Poznali się w Suchym Dębie w roku 1945.

Pani Krystyna urodziła się w Zielonce Starej nad Wisłą. Już w lipcu 1939 r zabrali ojca na wojnę, ponieważ była mobilizację do wojska. Nawet się z nim nie pożegnałam wspomina z żalem... Tata dostał się do niewoli i dopiero w 1940 roku napisał list z Niemiec. Zostaliśmy same z mamą – czworo dzieci. We wrześniu w 1939 roku otrzymaliśmy książki, do szkoły, ale po dwóch tygodniach mieliśmy przynieść je z powrotem. Niemcy zabrali nam książki, nie mogliśmy się uczyć. Uważali oni, że Polakom wystarczy, aby umieli się podpisać i policzyć do stu...

Pamiętam taką sytuację, że gdy miałam 12 lat szliśmy do kościoła na rekolekcje, a w drzwiach stali już z bronią Niemcy krzycząc „halt”. Było nas około 10 dzieci. Przeraziłam się i wszystko co miałam w swojej chustce zwiniętej w cztery rogi ze strachu zgubiłam. Niemcy prowadzili nas na posterunek. Dobrze, że po drodze zobaczyła nas nauczycielka i powiadomiła naszych rodziców. Od Zwolenia było to 3 kilometry. Rodzice zawiadomili Niemca, który mieszkał z nami w Zwoleniu. Dzięki jego interwencji zostaliśmy wypuszczeni.

Tata wrócił z niewoli w 1941 roku, a w 1945 ogłosili, że jest wyjazd na zachód. Ja i moja siostra nie pojechałyśmy, gdyż chodziłyśmy jeszcze do szkoły. Nie był to przymusowy wyjazd, ale w mieszkaniach było ciasno. Mieszkaliśmy po 4 – 5 osób w pokoju. Jechaliśmy pociągiem około tygodnia. Przywieźli nas nad morze do Sopot i powiedzieli „róbcie co chcecie”. Podobało się rodzicom w Różynach, ale było za dużo sowietów. Najlepiej podobał się im Suchy Dąb. Ja dołączyłam do nich 8 grudnia 1945 roku.

Pan Henryk w 1939 roku mieszkał przy głównej trasie na Lublin 18 kilometrów od Puław w miejscowości Ługów. Bardzo ciężkie to były czasy. Najpierw nas Niemcy zaatakowali, później 17 września 1939 r sowieci. Wojska nasze stawiały duży opór, niestety musieli się poddać. Szosą prowadzili ich do niewoli, aż 4000 wojska później 5000 wojska. Dawaliśmy żołnierzom: zupę, brukiew, marchew co się dało. Zniszczone zostało wszystko tylko kominy domów zostały. W 1944 roku Niemcy dali parę minut na opuszczenie naszego dobytku. Wzięliśmy poduszkę, pieczywo, brakowało nam konia. Krowę zabraliśmy i wyjechaliśmy do lasu.. W lesie mieszkaliśmy dwa tygodnie. Kradliśmy z pola ziemniaki. Później wyprowadziliśmy się do wioski Michalin i mieszkało nas osiem rodzin w jednym domu. Niemcy brali nas do kopania i budowy bunkrów i okopów. Musieliśmy przez pół roku pracować dla nich. 17 stycznia 1945 r była straszna ofensywa sowieci atakowali od 6.00 rano bez przerwy do 22.00 .Gdy wojna się skończyła mieszkaliśmy w bunkrach po Niemcach, które sami żeśmy wcześniej wykopali. Później rząd ogłaszał, żeby jechać na zachód. Wszystko było zniszczone. Cała wieś została zniszczona. Siostra i szwagier wyjechali na zachód ja zostałem z mamą i drugą siostrą w tym bunkrze ok. 10 miesięcy. Siostra przyjechała po mnie w październiku w 1945 r.

Teraz państwo Malinowscy opowiadają już razem o Suchym Dębie.
Rodzice dostali krowy unrowske za darmo... Wieczorem było ciemno, nie było światła tylko przy lampach naftowych siedzieliśmy. Tereny były podmokłe Tej drogi utwardzonej na ulicy Sportowej nie było jedynie polna i bardzo błotnista, że na cztery konie nie mogli wyjechać... Na ul. Gdańskiej był bruk, w kierunku na Osice i Giemlice też nie było drogi. Dopiero zrobili pod koniec lat 60. Most na Motławie koło poczty miał lekką konstrukcję, wtedy nie było żadnych pojazdów, nie było nawet rowerów. Około 1947 byli tu junacy zrobili miasteczko namiotowe Oni kopali i oczyszczali rowy, bo na wiosnę woda zalewała te tereny i można było łódką płynąć. Później na kanale i Motławie uruchomili pompę. W mieszkaniach mieszkało po kilka rodzin. Nawet w jednym pokoju mieszkały dwie rodziny... Światło założyli nam w 1945 roku Suchy Dąb jako pierwszy otrzymał. Jak przyjechali rodzice był jeszcze poniemiecki zasiany rzepak i pszenica. Kosiliśmy sierpami i kosami, młóciliśmy cepami. Sklepów ani komunikacji nie było tylko koniem można było jechać, szkoła była na plebani, poczta była w tym samym miejscu.

Gdy junacy byli to było wesoło. Byli to młodzi ludzie przed wojskiem oraz studenci. Zbieraliśmy się w każdym mieszkaniu, chodziliśmy co wieczór na potańcówki, śpiewaliśmy wspomina z zadowoleniem pani Krystyna. Nie było wtedy radia i telewizji. Gdy było nabożeństwo majowe młodzież zostawiała orkiestrę i przychodziła do kościoła a dzisiaj to tylko nieliczni przychodzą... W 1948 roku było kino, a radio kupiłem w1952 roku. Nie można było słuchać radia „wolnej europy”, bo za to groziło cztery lata więzienia. Pracowałem z siostrą na gospodarce. W 1950 roku poszedłem do pracy na pocztę wspomina p. Henryk. Tereny były duże, bo aż 32 km. Jeździłem na rowerze później się zepsuł i musiałem pokonywać teren na pieszo ile to musiałem pokonać wtedy kilometrów. Miałem ok. 500 gazet i rejon: K. Koło, Koźliny, Steblewo. Jak wychodziłem rano do pracy to wieczorem wracałem. Później doszły kalendarze, przyjaciółki. Każda rodzina musiała mieć gazetę.

My pobraliśmy się w 1951 roku, gdy mieliśmy po 22 lata. Mieszkaliśmy z rodzicami w jednym domu. Pamiętam tam był piękny ogród. Nie mieliśmy wielkiego gospodarstwa. Mąż pracował na poczcie. Mieliśmy krówkę i świnkę oraz kawałek pasa leśnego. Tata dał mi kawałek działki na buraki. Męża mama dała łąkę i tak żyliśmy. Mamy troje dzieci oraz wnuki. Teraz nie żałujemy, że opuściliśmy swoje strony tam było duże przeludnienie. Chociaż Pani Krystyna opowiada, że jak w swoje strony pojedzie do Zielonki to bardzo ładnie domy tam wyglądają.

W 2002 roku państwo Malinowscy otrzymali od byłego prezydenta A. Kwaśniewskiego życzenia i medal za 50-lecie pożycia małżeńskiego. Pan Henryk pokazał swoje dyplomy i medale jakie kilkakrotnie otrzymał za zasługi jako pracownik łączności i pracy w Ochotniczej Straży Pożarnej.Państwo Malinowscy wspominają, że chociaż były to ciężkie czasy to ludzie byli dla siebie mili teraz pozamykali się w sobie i w swoich domach.

 

Z rodzinnego archiwum Państwa Malinowskich

Dom podcieniowy w Krzywym Kole Pan Malinowski




Pan Malinowski z kolegą na moście w Suchym Dębie




Dom podcieniowy w Suchym Dębie z roku 1950
ul. Sportowa




Ks. Jan Ćwirko – zdjęcie pożegnalne z parafianami


 

Wspomnień wysłuchała Agnieszka Kępińska
Opiekun Danuta Kryger
Suchy Dąb, styczeń 2008 rok

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

#4 Anna Malinowska 2008-04-10 23:02
Jak fajnie jest coś takiego czytać, aż się łezka w oku kreci.Ja z kolei tak po internecie szukam mojego dziadka krewnych - Czesław Malinowski ur 1916, w Serocku kolo W-wy, syn Jana i Stanisławy. Podobno miał przed wojną żonę i córkę (Krystynę chyba) był tak tajemniczy, że dopiero w latach 80-tych się do tego przyznał, jak nas jego siostra odnalazła, a wcześniej twierdził ze nie miał nikogo już z rodziny. Mamy zagadkę nie rozwiązania.----pozdrawiam państwa Malinowskich---Anna Malinowska:E-mail- :-? :-)
Cytować
#3 nemo 2008-03-24 22:59
Państwu Malinowskim dużo zdrowia
Cytować
#2 Damian 2008-03-06 22:59
Miło przeczytać historie swoich dziadków, choć jest ona opisana w dużym skrócie (mam przyjemność znać wiele opowiadań związanych z zasiedleniem tych terenów przez moich dziadków). Cieszę się że powstała próba upamiętnienia i przybliżenia młodszym osobom tamtych nie łatwych dni. Pozdrawiam>
Cytować
#1 Julia 2008-02-27 22:59
Witam !
Pamiętam Pana Malinowskiego jak był listonoszem. Pamiętam - super listonosz!
Pozdrawiam
Cytować