…Nie narzekam…


Nazywam się Elżbieta Kielan, urodziłam się 4 marca 1934 roku w Ocyplu. Właściwie całe życie spędziłam tu, na tym terenie, tak się kręciliśmy tutaj z rodzicami. Mieszkaliśmy w Steblewie. Moja mamusia pochodziła spod Ocypla a mój tatuś urodził się w Niemczech. Wojna w moim życiu też jest związana z tymi miejscami. Jak wojna się zaczęła tutaj na tych terenach, to pamiętam, że było tu wojsko i niemieckie i ruskie. Niemcy wysiedlili nas aż do Świbna, to za Niemca się nazywało Szwiben Horst… Ja umiem po niemiecku cośkolwiek, bo tu na tych terenach się wychowałam, do szkoły tu chodziłam w Steblewie no i do Kościoła do Giemlic… W czasie wojny, jak był nalot, trzeba było się chować w ziemiankach, piwnicach, bunkrach… Czasami bardzo długo siedzieliśmy po piwnicach i czekaliśmy z rodzicami aż się uspokoi i będzie można bezpiecznie wyjść na powietrze. W Steblewie moja rodzina mieszkała w starym domu podcieniowym, który jeszcze stoi i mieszkają w nim ludzie. 

Niemcy wywieźli nas okrętem do Danii, byliśmy tam 9 miesięcy. Zawsze trzymaliśmy się blisko rodziców, było nas siedmioro dzieci. Do Danii płynęliśmy w kwietniu 1945 roku a w styczniu 1946 roku wróciliśmy z powrotem. Moi rodzice musieli utrzymać sporą gromadkę. Mój tatuś był kierownikiem gospodarstw rolnych. Moja mamusia zmarła w 1947 roku… Całą wojnę z nami przeszła i potem zmarła… Co do mojej nauki, to wojna przerwała mi naukę w klasie czwartej. Gdy Niemcy przegrali wojnę to akurat byliśmy w Danii, opuściliśmy lagry niemieckie i wróciliśmy, wtedy zaczęłam znowu chodzić do szkoły, do polskiej szkoły do czwartej klasy. Nauczyłam się liter, umiałam czytać i po pół roku puścili mnie do klasy piątej. Do Pierwszej Komunii Świętej szłam w czasie wojny, właściwie jechałam bryczką… do Giemlic ze Steblewa, mój tatuś był urzędnikiem i miał prawo wziąć bryczkę od swojego bauera… Wszystkie bauery na tych terenach, u nas na wsi, to byli dobrzy Niemcy. Niektórzy do dziś żyją i się nawet spotykamy. Jak Gierek otworzył granicę, to zaczęli przyjeżdżać tutaj odwiedzać. Rozstaliśmy się jako dzieci a spotkaliśmy się już jako dorośli…

Kiedyś wsie nasze były takie piękne i zadbane, było czysto. Zawsze mi się żyło dobrze. Ja nie narzekam, ludzie mieli gorzej. Jak jest praca, to jest już dobrze… Tak swoje wspomnienia kończy ta ciepła i pogodna kobieta…

 

 

 

 

Wspomnień wysłuchały:
A. Dysarz i M. Sypiańska

Opiekun:
Lidia Surzyn

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież