„MOJA PRZYJACIÓŁKA ELIZABETH”

wspomnienia Stanisławy Sasnal z Krzywego Koła

Urodziłam się 3.10.1920 roku. Miałam pięcioro rodzeństwa, a rodzice prowadzili gospodarstwo rolne. W wieku 16 lat rozpoczęłam pracę w fabryce amunicji w Skarżysku-Kamiennej. Był to teren polskiego Centralnego Okręgu Przemysłowego. Praca była bardzo dobrze płatna, ale należało zachować ją w wielkiej tajemnicy.

Wraz z wybuchem wojny w 1939 roku fabrykę zajęli żołnierze niemieccy. Mnie wywieźli na roboty do Rzeszy. Pracowałam w zakładzie zbrojeniowym w Lipsku, który należał do koncernu „Kruppa”. Spędziłam w tym zakładzie trzy lata. W 1942 roku zostałam wysłana do bawarskiego miasteczka Ansbach. Bardzo blisko znajduje się Norymberga. Pracowałam tam w gospodarstwie rolnym państwa Heckt. Przez właścicieli byłam traktowana bardzo dobrze, ale najbardziej związana byłam z ich córką Elizabeth. Była o pięć lat starsza niż ja, ale wiele czasu mi poświęcała i wielu rzeczy mnie nauczyła. Mimo wojennej zawieruchy i wrogości Niemców do Polaków, potrafiła zachować pierwiastki dobra wobec drugiego człowieka.

Mój dzień pracy rozpoczynał się o świcie o 4.00 rano. Pracowałam przy dojeniu krów i dbałam o nie. W niedzielę uczęszczałam do katolickiego kościoła na mszę. Moi niemieccy gospodarze, mimo że byli ewangelikami, pozwalali mi na to. Tak doczekałam końca wojny w 1945 roku i wyzwolenia przez wojska amerykańskie. Jeszcze przez rok mieszkałam u państwa Heckt. W 1946 roku poznałam mojego przyszłego męża Edmunda. On również spędził czas wojny w Niemczech na robotach przymusowych.

Już razem wróciliśmy pociągiem do Polski. Podróż trwała dwa tygodnie, nim zatrzymaliśmy się w polskim mieście granicznym Czechowice-Dziedzice. Tutaj otrzymaliśmy pieniądze okupacyjne, na potrzebne towary. W rodzinnej miejscowości, w okolicach Sandomierza, dowiedziałam się, że rodzina wyjechała na Żuławy Gdańskie do Krzywego Koła. I ja również tutaj przyjechałam.

Wieś Krzywe Koło stała się dla mnie i moich bliskich nowym domem. Reflektory przeciwlotnicze przypominały czasy wojny, ale ludzie myśleli już o nowym życiu. Zamieszkaliśmy w domu podcieniowym wraz z innymi rodzinami. Nazywaliśmy go „Belwederem”. Był stary i duży, przed nim przebiegała brukowana droga. Rozpoczęła się praca w polu, na którym uprawiano zboże, mak, kminek. Większość prac wykonywano ręcznie, jak np. młócenie ziarna cepami. Po dniu ciężkiej pracy wypoczywało się w domu przy piecu i przy lampie naftowej czytając książki np. „Trylogię” H. Sienkiewicza. Wieś Krzywe Koło zmieniała się na przestrzeni lat. Poświęcono kościół, otwarto szkołę, sklep, pocztę.

Mimo upływu czasu, nie zapomniałam o swojej wojennej przyjaciółce - Elizabeth. Przez wiele lat utrzymywałyśmy kontakt korespondencyjny. Odwiedziłam również rodzinę Heckt i miejsca, w których spędziłam czas wojny.

W moim sercu jest pamięć o Elizabeth. Mimo wojennej wrogości między narodami, my obie zachowałyśmy ludzkie odruchy. Pamiętajmy o okropieństwach wojny, ale pamiętajmy również o takich osobach, jak moja przyjaciółka Elizabeth.




Edmund Sasnal (z prawej) podczas pracy w Niemczech.



Edmund Sasnal (na masce samochodu) podczas pobytu
w amerykańskiej strefie okupacyjnej Niemiec.








Elizabeth Heckt zdjęcie z lat wojennych i współczesnych (w środku 8.04.1979)
 
 
Śp. Stanisława Sasnal zmarła 3 stycznia 2011 r.

 
 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

#4 gosia 2011-06-22 22:00
BRAK MI SŁÓW NA TE WSPOMIENIA BYŁY CIĘŻKIE A NIE BRAK W NICH NADZIEJI I MIŁÓŚCI
Cytować
#3 Barbara 2009-09-18 14:06
To bardzo wzruszające....i takich historii jest na pewno wiele.Mimo wojen ludzie niektórzy ludzie nie tracili godności i poszanowania dla innych.Musimy pamiętać,że to politycy podjudzają do wojen.szczują na wzajemnie, a potem wykorzystują jako mięso armatnie.Serdecznie pozdrawiam.
Cytować
#2 Maria 2009-05-15 12:13
Pani Stanislawo,pani losy są bardzo podobne do losów moich rodziców.Oni też spotkali sie w ANSBACH-
w Niemczech,tam też wzieli ślub w 1946 roku.Po wojnie wrocili do Polski,najpierw w
lubelskie,pożniej osiedlili się w Pruszczu Gdanskim.Niestety oboje juz nie zyją.Moja mama też dobrze wspominała
pracę i koleżanki niemieckie z kuchni(nie wiem czy w hotelowej,czy restauracji) ale pamietam,
ze była kucharką.
Pozdrawiam serdecznie panią. Maria
Cytować
#1 Justyna 2008-05-09 23:15
piękne wspomnienia
Cytować