„WALKA Z KUŁAKAMI” -  wspomnienia Jana Kota z Krzywego Koła

Urodziłem się 7.10.1927 roku. Wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkaliśmy w centralnej Polsce, w okolicach Sandomierza. Ojciec mój był rolnikiem, lecz często wynajmował się do pracy u innych gospodarzy. Nasza ziemia była położona blisko lasu, było w niej dużo korzeni i piasku. Często pomagałem tacie podczas prac polowych. Nasz wysiłek i zaangażowanie był jednak odwzajemniany przez małe plony.

Po zakończonych działaniach wojennych postanowiliśmy poszukać szczęścia na północy kraju. W 1947 roku jako 20-letni chłopak wraz z ojcem wyruszyliśmy w naszą wielką podróż. Dostaliśmy wagon towarowy, aby załadować do niego nasz dobytek. Oprócz rzeczy osobistych było tam miejsce na konia, krowę i inne zwierzęta. Jazda przez Polskę trwała cały tydzień. Po drodze mijaliśmy zniszczone miasta, miasteczka i wsie.

Nasza podróż zakończyła się w Pszczółkach, a potem do Krzywego Koła. Wieś bardzo mi się spodobała. Widać było zniszczenia wojenne, dach w kościele był dziurawy. Tory kolejki wąskotorowej przecinały drogę do Pszczółek. Nie było sklepu, ani poczty, ale ludzie radzili sobie z codziennymi sprawami bardzo dobrze. Chleb piekło się samemu w domu. Wieczorami spotykaliśmy się w domu podcieniowym, gdzie wspólnie śpiewaliśmy i bawiliśmy się.

Wkrótce do mnie i ojca dotarła reszta rodziny. Jeden z moich braci został później krawcem, a drugi nauczycielem. Pracował przez długie lata w Szkole Podstawowej w Suchym Dębie, gdzie był dyrektorem. Przez trzy lata ojciec był sołtysem w Krzywym Kole.

Wszyscy ucieszyliśmy się z otrzymanej ziemi. Była bardzo dobra i chociaż pracowało się na niej ciężko, bo ręcznie, byliśmy zadowoleni. Uprawialiśmy zboże, kminek i buraki. Nasza praca dawała widoczne efekty w postaci dobrych polonów.

Niestety, nowe czasy powojenne to nowy ustrój i system zarządzania ziemią. Powstawały rolnicze spółdzielnie produkcyjne. Również w Krzywym Kole zachęcano gospodarzy do wstępowania w jej szeregi. Przejmowana ziemia była uprawiana wspólnie przez jej członków. Mój ojciec i pan Brunon Allaut jako jedyni rolnicy z Krzywego Koła nie zostali jej udziałowcami. Nazywano takich rolników "kułakami’’, a słowo pochodziło z ZSRR i oznaczało właściciela ziemi. Było to określenie negatywne i miało zniechęcić do niego inne osoby. Mój tata i pan Allaut nie zrezygnowali z własnej ziemi. Mimo, że w czasach spółdzielni nakładano na nas wysokie podatki, kary i inne obciążenia finansowe, nigdy nie żałowaliśmy podjętej decyzji. Spółdzielnię rozwiązano w roku 1956.

W 1957 roku ożeniłem się i założyłem rodzinę. Powstał także nasz nowy dom. Ludzie byli spokojni i życzliwi. Dobrze się mieszka w Krzywym Kole. Odwiedzam często strony rodzinne, związane z moim dzieciństwem. Nigdy jednak nie żałowałem wyjazdu i przeprowadzki do Krzywego Koła.

Wspomnienia opracowała uczennica Joanna Dziecic.
Pod opieką nauczyciela Tomasza Jagielskiego.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze  

#2 Julka 2009-08-20 16:47
Warto czytać takie właśnie wspomnienia ponieważ widać , że uleganie "modzie " politycznej nie jest wartością ..
podziwiam Pana za to , że nie wstąpił Pan do kołchozu
serdecznie pozdrawiam !!!!
życzę duzo zdrowia :-)
Cytować
#1 Jan 2009-05-12 03:18
warto podejmowac decyzje o miejscu zamieszkania, bywa czesto iz szczesliwie czlowiek sie czuje a to jest znaczace w zyciu
Cytować